Marianna I Jej Specjały – Start

Polecono mi bym zainaugorował blog, który stanowić ma okret flagowy (może raczej ociężały holownik?) projektu ochrzczonego przeze mnie „Marianna I Jej specjały”. Niechętnie otwieram tę zakładkę bo to co myślę o blogach, Facebookach, Twitterach, Naszych Klasach, etc zamieściłem juz w krakowskim „Zdaniu”. Cytuję:

 „…te diabelskie narzędzia, które miast ułatwiać nawiązywanie przyjaźni w poprzek masywów i oceanów i wymianę poglądów na wielkie współczesne tematy – służy przede wszystkim handlowcom i pedofilom, pierwszym polującym na konsumenta, drugim zasadzającym się na dziewczynki Balthusa, a poza tym to koszmarny atak na prywatność”.(…) zaś  potencjał Naszej Klasy zweryfikowałem już wcześniej dzięki zupełnie zmyślonym wiadomościom wpisywanym tam dziś  a dotyczących okresu sprzed 30 lat  kiedy to nie lubiany „Czesio bawił się na rosyjskim brzydko pod ławką, zaś ruda Rilke Alina doniosła wychowawcy, że Karol z Jackiem (nie mylić z Modzelewskim i Kuroniem) wyprowadzili na 3 Maja klasę do parku”.

 Tak jak podziwiam charakter Pani M. Obama, która nie pozwala na Facebooka swoim dzieciom, tak wymiękam przy Mariannie, której 200-lecie urodzin stale obchodzę. Tę skolei podziwiam za to, że miała Księżniczka odwagę prasnąć swego Hohenzollerna i odejśc ze swym kochankiem Lady Chatterley. Jako kucharz i współzałożyciel miejscowej sekcji Slow Food Association szukam dania, specjału, którym warto Ją nagrodzić i które godne byłoby Jej imienia. Myślę, że mogloby nim być „Śląskie Niebo” w wykonaniu Kariny Fuglińskiej i Jej Matki podane na werandzie w „Skowronkach”. Wcześnie widziałbym carpaccio z młodych 2-kolorowych buraczków z lekko posoloną bitą śmietaną z tchnieniem świeżego chrzanu. Ze wzruszeniem myślę też o prostocie tarty z prawdziwkami i gorgonzolą Pani Heni lub naleśników ze szpinakiem z duńskim blue Pani Doroci. Mistrz Lewin z Paryża poproszony o swą propozycję bezczelnie podesłał, posłuchajcie tylko…:

 „Duetto di maiale selvatico con porri stufati, crema di castagne e schiuma di pepe”; zaś na deser widziałby: „trancetto di semifreddo al pistacchio e marzapane con zabaglione”, po włosku może dlatego, że Marianna zciągnęła swego architekta, ni mniej ni więcej tylko samego Schinkla prosto z Capri. Nie odważę się Państwu powiedzieć ile to kosztuje. W każdym razie więcej niż miesięczne stypendium Erasmusa mojej córki Olgi na naukę w Rzymie.

Ufam, że pod koniec projektu bedziemy już mieli wypracowane „Menu Marianny”, tak jak głęboko wierzę, że na to finalne przyjęcie wydamy znaczną część grantu. I że nikt się nie przychrzani,  gdy będziemy rozliczać rachunek za wina…..

Krzysztof  Komornicki

Zostaw komentarz

  1. Kaja Napisał:

    Co to jest to „Slaskie niebo”? Czy to nawizanie do „nieba w gebie”?

Napisz komentarz

*