Płaski groch

Za kościółkiem, na zboczach twierdzy można było szaleć na sankach do zmroku. Wracaliśmy do naszej wielkiej kuchni przemoczeni do majtek, przemarznięci, rozwrzeszczani radością smarkaczy w śnieżne, mroźne popołudnie. Na kuchennym piecu stał garnek z gorącą zupą. Gęstą, pachnącą, z podsmażaną kiełbasą i rozgotowanymi ziemniakami. Płaski groch, znowu były Niemki.

Urszula nie lubiła dzieci. Dzieci nie lubiły Urszuli. Była wysoka i surowa. Urodziła się, gdy jeszcze Kłodzko nosiło nazwę Glatz. Po wojnie została z matką i babką, nie wyobrażały sobie życia w innym miejscu. Często przychodziły do mojej mamy na pogaduchy w wielkiej kuchni z potężnym, zawsze ciepłym kaflowym piecem. Babcia Urszuli, pogodna, malutka staruszka słabo mówiła po polsku, , ale zawsze coś pichciła z babcią Procnerową. Przynosiła soczewicę. Nie znałyśmy tych pięknych zielonych albo pomarańczowych płaskich ziarenek. Taki dziwny, płaski groch, odległy i egzotyczny jak przypowieść o pasterzu owiec. Pysznościowy, zwłaszcza w zimowej zupie.

Nad parującym garnkiem  z soczewicą wspominam Urszulę. Mama uważała ją za miłą i sympatyczną dziewczynę. Nie wytrzymała, wyjechała „za swoimi”. Zniknęła z mojego życia, zanim zaczęłam pytać o nasz wspólny kawałek świata.

PŁASKI GROCH czyli zupa z soczewicy

2 marchewki

4 ziemniaki (ok. 1/2 kg)

kawałek selera + 2 łodygi naciowego selera

5 łyżek soczewicy

kawałek wędzonego boczku

kiełbasa np. podwawelska albo zwyczajna

liść laurowy, lubczyk, sól, pieprz

3 naleśniki

Ziemniaki i seler pokroić w kostkę, marchewkę i seler naciowy w półtalarki.  Kilka listków z selera posiekać.

Do 3 l wrzącej wody wrzucić marchewkę, seler  i 3-4 listki laurowe. Gdy zacznie wrzeć dorzucić ziemniaki. Lekko osolić, gotować przez 5 minut. Dodać soczewicę, seler naciowy i lubczyk. Gotować jeszcze 20 – 25 minut. Boczek pokroić w kostkę, podsmażyć. Wytopiony tłuszcz zostawić na patelni, wrzucić pokrojoną w półplasterki kiełbasę. Gotować jeszcze krótką chwilę.

Naleśniki pokroić w paseczki jak krajankę makaronową. Dorzucić do zupy. Doprawić solą i pieprzem, posypać posiekaną natką selerową.

Porcja jest ogromna, ale znakomicie nadaje się do odgrzewania, zwłaszcza w lutowe popołudnia.

Zostaw komentarz

  1. szefowa Napisał:

    Już jak czytam o tej zupie czuję jak dusza śpiewa, a krew tętni tu i ówdzie.

  2. Krzysiek Napisał:

    Dana poczęstowała nas zupą z soczewicy. Jak czytałem to pachniało, a gdy pachniało to myślałem o Ursuli, która „pojechała za swoimi”. Czy pamiętamy jak ważna jest biblijna miska soczewicy w historii rasy ludzkiej? Passent pisze, że NIKT z dwudziestu studentów jakiegoś wydziału humanistycznego UW nie wiedział kto to Sartre, z „mojej” klasy maturalnej w 1989 r. tylko jedna wiedziała co to Dekalog (5-tka zaś słyszała o Dekameronie”), zaś naszemu paryskiemu Lewinowi wydawca kazał wykreślić dygresję o…misce soczewicy i prawie pierworództwa bo „nikt nie będzie wiedział o co chodzi”.
    Dziś zrobię sobie taką zupę, i to z soczewicy najlepszej na świecie. Mam bowiem przechowaną na taką okazję porcje prawdziwego „płaskiego groszku” z Puy-en-Velay.
    No i dzięki Danie sięgnę po Stary Testament.

Napisz komentarz

*